Strona czy Booksy - co potrzebujesz najpierw?
Booksy obsługuje rezerwacje, ale nie buduje marki. Strona robi resztę. Kiedy wystarczy jedno, a kiedy potrzebujesz oba.
Pytanie wraca prawie w każdej rozmowie z barberem albo kosmetyczką: "Mam Booksy, to po co mi jeszcze strona?". Odpowiedź jest niewygodna - bo szczera.
Co robi Booksy
Booksy to świetna platforma rezerwacyjna. Klient otwiera aplikację, wybiera usługę, widzi terminy i rezerwuje w 30 sekund. Twoja praca w salonie jest niezakłócona, kalendarz sam się wypełnia, push'e działają.
Czego Booksy nie robi:
- Nie pozycjonuje się w Google na "barber Kraków" - tam są strony, nie profile.
- Nie pokazuje twojego stylu pracy - wszystkie profile wyglądają tak samo.
- Nie buduje zaufania u klienta, który cię szuka po raz pierwszy.
Co robi strona
Strona to twoja własność. Domena, treść, zdjęcia - kontrolujesz wszystko. Na stronie możesz pokazać, jak pracujesz, kim jesteś, dlaczego warto.
I co najważniejsze: strona pojawia się w Google, gdy ktoś szuka usługi po raz pierwszy. Booksy w tym wyszukiwaniu nie istnieje.
Strona + Booksy = pełen lejek
Najlepszy układ to taki:
- Klient szuka w Google - widzi twoją stronę.
- Czyta o tobie, ogląda zdjęcia, decyduje, że to ten salon.
- Klika "Zarezerwuj" - trafia na twój profil Booksy.
- Booksy obsługuje rezerwację, push'a, przypomnienie.
Klient zostaje twoim klientem (a nie klientem Booksy), bo wszystko zaczyna się od twojej strony.
Kiedy wystarczy samo Booksy
Jeśli masz pełen kalendarz, klientów z polecenia, nie potrzebujesz nowych - Booksy wystarczy. Ale wtedy też nie czytasz tego artykułu.
Kiedy potrzebujesz strony
- Otwierasz nowy salon i chcesz, żeby Google wiedział, że istniejesz.
- Chcesz pozyskać nowych klientów spoza poleceń.
- Twoja konkurencja ma stronę, ty nie.
- Klienci pytają cię o cennik, godziny, dojazd - nie o terminy.
W takich sytuacjach strona kosztuje się w 2-3 miesiącach. Bez niej zostajesz uwięziony w Booksy - co jest wygodne, ale ogranicza wzrost.